Muzyka. Natykamy się na nią na każdym kroku. Ewolucja gatunków muzycznych i jej wpływ na społeczeństwo z pewnością nie jest bez znaczenia. Od hipisowskiej rewolucji obyczajowej przez buntowniczy i antysystemowy punk rock do radykalnej walki z religią black metalu. Co człowiek to zespół. Niemal każdy z nas ma ulubioną kapelę, która inspiruje nas i pobudza do działania. Od melancholii po brutalność, od poetyki po prostotę, od...
Można by tak wymieniać niemalże w nieskończoność. Jednak to co przeżywamy słuchając muzyki jest nie do opisania. Swoiste doznania estetyczne przypominają często próbę zrelacjonowania czegoś intymnego. Bo muzyka zawsze sprzyja intymności duszy w taki, czy inny sposób. Dlatego moje recenzje są dość osobiste. Z jednej strony konkretne dźwięki i słowa wzbudzają mój zachwyt, a z drugiej – obrzydzenie. Wszystko co zostanie opublikowane będzie miało jakiś związek z mną samym. Jednakże postaram się zachować względną obiektywność przy recenzowaniu płyt, gdyż eklektyzm moich gustów muzycznych może sprawić, że będzie to praca dla samego siebie, krzywdząca dla odbiorcy, a tego nie chcę.
Należy zacząć od tego, że moja kolekcja składa się z ok. 700 zespołów, których dyskografie posiadam w całości. Część z kapel leżakuje na moim dysku twardym nie wiadomo po co i na co. Części nie znoszę, a część wprost uwielbiam. Po co to robię? Otóż: słuchanie, porównywanie i przeżywanie muzyki sprawia mi niesamowitą przyjemność. Moje recenzje mają przede wszystkim pomóc odbiorcy mojej pracy w podjęciu decyzji co do kupna danego albumu. Co znamienne, w miarę rozwoju Internetu zaobserwowałem tendencję do ściągania raczej kilku piosenek danego zespołu, niż całej dyskografii. Serwis „iTunes” rozwinął się przede wszystkim w państwach bardziej rozwiniętych i tam legalne kupowanie piosenek jest na porządku dziennym. U nas sytuacja wygląda nieco inaczej: ściągamy nielegalnie. Powodem tego są przede wszystkim ceny płyt, które przyprawiają o zawrót głowy początkującego audiofila. Nawet takiego o dość średnio grubym portfelu. Z tego też powodu w moich recenzjach postawię również na ocenę poszczególnych kawałków, by odbiorca mógł zaoszczędzić na kupowaniu płyty, a legalnie zakupił pojedyncze piosenki. Bo, jak pokazuje praktyka - czasami po prostu nie warto mieć wszystkiego.
Są płyty „kultowe” i „porażki”. Z perspektywy dzisiejszego odbiorcy ogromne znaczenie ma „sława” danego albumu. W swoich recenzjach wystrzegam się tego. Nie zważam na nic, jestem konsekwentny, krytyczny i (momentami) bezlitosny. Jak się okaże, nie będę stronił od kontrowersyjnej oceny, której to jednak będę bronił do końca.
Przyjąłem gros kryteriów, które pomagają mi w ocenie danego albumu. Jak zapewne szybko zauważy czytelnik, recenzje nie zawsze będą pracami krótkimi. Czasami będą to gruntowne badania muzyczne, a czasami nudnawe wypociny. Mój styl pisarski będzie zmienny – im lepsza płyta, tym wnikliwsza ocena i recenzja. Przyjąłem za wyznacznik „szkolną” skalę od 1 do 6. W tych granicach będzie zawarta ocena poszczególnych kawałków oraz ocena ostateczna. Postanowiłem opracować również kryteria „klimatu” i „tekstów”. Pierwszy z wymienionych jest charakterystyczny dla płyt, które mimo, iż nie są ani trochę przebojowe, to mają w sobie taką spójność koncepcyjną, że grzechem byłoby nie wziąć tego pod uwagę przy końcowej ocenie. Teksty dobre to przede wszystkim stonowana poezja. „Stonowana”, bo przekombinowanie jest zmorą muzyki. Są albumy ultraprzebojowe, które po dłuższym słuchaniu nudzą niemożebnie i wprawiają słuchacza w odruch wymiotny poprzez swoją infantylność liryczną. W końcu są też takie, które nawet przy średniej lub słabej aranżacji wzbudzają w nas potok uczuć.
Rozwiązaniem moim zdaniem najbardziej fair jest kwalifikacja zawartości albumu za pomocą średniej arytmetycznej poszczególnych ocen utworów. Do tego dodaję „+” za każde przekroczone „***” za klimat i teksty. W przypadku oceny poniżej „***” czynię na odwrót - odejmuję „0,5” oceny w dół.
Recenzuję przede wszystkim płyty rockowe i metalowe, choć nie stronię od innych gatunków. W rocku dostrzegłem lata temu piękno, którego nie dała mi inna muzyka. Tego się trzymam, choć od sugestii przesłuchania tego i owego nie stronię.
Pod koniec recenzji odbiorca, który nie będzie miał czasu (tudzież: chęci) na przeczytanie całości, będzie miał możliwość zerknięcia na krótki opis płyty. Będę wdzięczny za każdą nadesłaną uwagę, gdyż dążę do ciągłego usprawniania swojego warsztatu pracy.
Cóż pozostaje? Życzę miłego czytania i przeżywania muzyki.
Breeg
Łiiiiiiiiiiiii! : D
OdpowiedzUsuń